piątek, 31 maja 2013

Twardziele przełomu lat 80/90


          Do dziś z sentymentem wspominam dzień kiedy mój tato powiedział:
- Synu nadszedł właśnie dzień gdy przekażę ci moją spuściznę, jesteś już prawie dorosły, odpowiedzialny i mądry, więc przekażę ci jedną z najważniejszych rzeczy jakie może przekazać ojciec swemu synowi – kartę do wypożyczalni. Możesz wypożyczyć sobie każdy film o jakim sobie tylko zamarzysz (tak naprawdę nie każdy gdyż nie miałem jeszcze osiemnastki więc większość interesujących mnie pozycji odpadała, cholera). Jednak karta do „Wideoteki” niosła ze sobą niesamowitą moc, wyłączając falujące cycki jakiejś blond lali, mogłem oddać się innym wizualnym rozpustom o których marzył każdy chłopak w moim wieku, mianowicie hektolitrom posoki i kilogramów narządów wewnętrznych wylewających się z ludzkich ciał. Nie chodzi tu o horrory bo to materiał na kolejny felieton, a o naładowanych adrenaliną i koksem twardzieli, którzy wyrywali serca za pomocą obieraczki do ziemniaków.



           

       Stallone, Schwarzenegger, Willis, Van Damme, Seagal, Snipes, Lundgren, Dudikoff, Noris, Li, Chan itd. Każdy chłopak wyrwany ze snu o 3 rano umiał wyrecytować te nazwiska i filmografię każdego z nich bez najmniejszego zająknięcia. Byli naszymi bogami i mentorami, to nauczyli nas najważniejszych wartości życiowych, podczas gdy nasi ojcowie w pocie czoła zarabiali na nasze utrzymanie. Pewnie kobiety będą się śmiały, ale taka jest prawda. Nieraz ze łzami w oczach powtarzam niektóre kwestie z filmów klasy B.
           



        Nie będę was zanudzał kolejnymi tytułami, bo ci którzy się wychowali w tamtych czasach doskonale je pamiętają, a ci co żyją w czasach współczesnych i tak po nie nie sięgną. Wszystkie te filmy łączył jeden schemat, samotny napakowany bohater pakował w hordy wrogów tony ołowiu. Nie było nigdy skomplikowanych dialogów, o fabule nie wspomnę, była za to kwintesencja przemocy w najróżniejszym wydaniu (twórcy tych filmów mieli naprawdę morderczą fantazję jak wysyłać kolejnych ludzi do piachu) okraszona niezłą muzyką, pirotechnicznymi majstersztykami i kilkoma męskimi żartami i to jak najbardziej wystarczyło. Nie traciło się czasu na jakąś zawiłą historię, dostawało się gotowe danie bez zbędnego bełkotu. Teraz się nawet tak zastanawiam, przecież te filmy nie musiały być nawet tłumaczone, wyszedłeś zrobić sobie kanapkę, wróciłeś po 30 minutach i tak wiedziałeś o co chodzi. Kobiety twierdzą oczywiście że to nuda, pomijając fakt, że większość filmów miłosnych którymi się karmią skupia się na miłosnych rzygowinach, których żaden facet nie przeżyłby w rzeczywistości. Patrząc na takie twory po piętnastu minutach miałem oglądnąć cokolwiek innego, nawet XV wieczny mongolski balet albo 24 godzinny dokument o drzewach.
            W tych czasach stało się jednak stało się coś niebywałego, filmy o super twardzielach odeszły w zapomnienie, a zastąpiły je filmy o pedalskich wampirach, którym ryje lśnią jak diamenciki w blasku słońca (za moich czasów morda by mu się zwęgliła od jednego promyczka słońca) czy pryszczaci czarodzieje z okularkami Eltona Johna. Od czasu do czasu pojawią się najnowsze filmy z gwiazdami z lat 80/90, jednak ten odgrzany kotlet nie smakuje już tak jak zaraz po usmażeniu. Herosi zamierzchłej epoki są już starzy, zmęczeni, mięśnie obwisły, brzuchy wylazły, twarze jakieś takie naciągnięte, podmalowane, nasiąknięte botoksem. To już nie to samo. Jednak czasy w których przewijaliśmy kasety żeby nie dostać finansowej kary w wypożyczalni kaset video czy próbowaliśmy coś zobaczyć na trzepiącej się kopii naszego ulubionego filmu, niestety nie wrócą i trzeba się z tym pogodzić. Amen.